20.07. - 1.08. - "Mało się zarabia, a żyje się jak hrabia.", czyli Grecja...
W Grecji było cudownie! Nawet sama podróż była cudowna, bo z Włoch do Grecji płynęliśmy megaultrawypasionym promem. Z dyskoteką, z basenem, z barami, ze sklepami... Nie wiedziałam nawet, że takie promy istnieją!
Morze, plaża, palmy, metaxa, (za)bardzo otwarci Grecy, dyskoteka "w gorylu", CYGANY, kelnerzy (Papież, Edi, Dowbor...), cykady, mydełka oliwkowe, patrzący na łopatki przewodnik, gorący i trochę przereklamowany Akropol, "angielski" Magdy...
Ale grecka sałatka grecka jest niedobra! ;p

Widok z okna.
3.08. - 14.08. - Aż po krańce świata! Pielgrzymka do Częstochowy.
"Jaaaaaka siła jest w splecionych mocno dłoniach, jaką moc ma spojrzenie w ludzkie oczy..."
Wuj Ryba, mortadela, "mów mi wujek", Haski, Figurski - fotomodel, "do przodu siostry", podpaski w butach, stodoła z obornikiem, "nie gorszcie gospodarzy", a a a alleluja, ho ho ho hossana, Jezus o poranku, spanie na kazaniach, przeporośnia górka, szukanie portfela, ostatnie ognisko i ta niespotykana bezinteresowność...
320 km z naprawdę świetnymi ludźmi :)) Fisze :**
"Ryba Wuj, Wyba Wuj, Ryba Wuj będzie twóóóóóóój..."
18.08. - 23.08. - Zakopane :))
Zdobyłam Rysy i Świnicę :)) Jest się czym chwalić przez cały rok szkolny ;p
***
I ostatnie dni wakacji, czyli ognisko z byłą klasą. Mniejsza z tym, że pojawili sie nieproszeni goście w niebieskim samochodzie, których wizyta spowodowała masową ucieczkę w krzaki, co skończyło się pogubieniem butów i wysypką na stopach. Ehh, cała 3e... ;)
Dzisiaj było zakończenie roku klas trzecich.
Najpierw były "zdjęcia do gablotki", a potem pamiątkowe fotki w pozbawionej krzeseł sali od fizyki. Oczywiście zostało krzesło AFRA (a na zapleczu pewnie łóżko haha!) , z którego mało spadłam. Chłopaki oczywiście "odpowiednio" pożegnali się ze szkołą, tj. petarda i zdjęcie drzwi od sali. Z resztą dziewczyny też :P
Dzień wcześniej zadzwonił do mnie do domu AFRO (!!!), żebym przyszła na jakąś próbę, bo trzeba do ślubowania kogoś z klasy. A ja się głupia zgodziłam. I potem na apelu musiałam wyjść i powiedzieć z innymi przedstawicielami "przyrzekamy" tylko, że trochę nie wyszło, bo zaczęłam się śmiać...
Hmm, chyba trochę przesadziłam, ale serio - nie mogłam się opanować!
Co do świadectwa... Haha. Jestem z siebie dumna :) Chociaż nie usłyszłam, co dyrektor do mnie mówił, bo moja klasa zaczęła baaardzo głośno klaskać. To miłe, ale i z deczka, hmm... żenujące :P
Jeszcze do tego dostałam świadectwo z paskiem nie po tej stronie, co wszyscy i na wyblakłym papierze. Mam nadzieję, że nie zrobili tego specjalnie! :P
I później poszliśmy do sali i było dziwnie, bo AFRO nawet się z nami nie pożegnał, nie gadał nic o bezpieczeństwie w czasie wakacji itp.
Daliśmy mu składkowy prezent (zestaw filiżanek) i jak chciał buziaka, to większość klasy uciekła (dosłownie). Zostały tylko dwie osoby i jedna z tych osób DAŁA BUZIAKA!!!
Ja należałam do tych, którzy uciekli w popłochu, ale okazało się, że zostawiłam świadectwo i musiałam wrócić!
Ale buziaka nie dałam! Za dużo się o nim nasłuchałam...
Bleeee.
Ale już mnie nic nie obchodzi, ani szkoła, ani AFRO, ani oceny. Tylko takiej fajnej klasy szkoda :(
Ważne, że są WAAAAAAAKACJE! Jeeeeeee!
Puławy, Grecja, pielgrzymka i może Zakopane... Ajjjjj ;)
Do zobaczenia za dwa miesiące!
Lenistwo, lenistwo i jeszcze raz lenistwo.
Żadnych stresów. No, pomijając ostatni mecz z Austrią. Na allegro można kupić karnego dla Austrii :P
Szkoda tylko, że pogoda się zepsuła. Nici z opalania na balkonie :(
Dobrze, że przynajmniej przez kilka dni było słońce i w godzinach 9.00. - 12.00 (później słońce ucieka do sąsiadów) mogłam nabierać złotej opalenizny. Może w truskawkach się trochę opalę :)
Od środy już nie chodzę do szkoły. Napisałam tylko zwolnienie, odebrałam papiery od pielęgniarki i tyle z mojej aktywności szkolnej. I oczywiście w czwartek o 7.00. zerwałam się z łóżka (bez budzika!) i sprawdziłam wyniki testów.
Uff, wreszcie mam to za sobą!
human: 43
ścisły: 44
razem: 87
I jeszcze liczyłam na kalkulatorku, czy na pewno 43 + 44 to 87 :P
W piątek przyjechała ciocia z wujkiem i Marysią oczywiście, i Krzysiem, który chwilowo mieszka w brzuchu cioci :))
Ile taka mała Marysia ma energii! I na bieganie, i na tańczenie do piosenek "Mini Mini", i na rzucanie ogórkami...
Piosenki z Mini Mini są fajowe ^^
Przez ostatni miesiąc, co chwile śpiewałyśmy w szkole "W tym niebieskim domu.."
Z tańcem a'la niedźwiedź oczywiście ;)
Dzisiaj jestem trochę nieprzytomna, bo "poświęciłam" swoją kanapę dla gości, a ja musiałam spać na szeleszczącym łóżku polowym przy zdecydowanie nieusypiających dźwiękach chrapania :P
Gdzie o gdzie o gdzie jest zjawa?!
Na Dniach Łęcznej było suuuper! :))
Oczywiście mam na myśli część koncertową, a nie Bieg Kasztelański, do udziału w którym zostaliśmy zmuszeni przez nauczycieli wf. Chociaż nie było aż tak źle... Aż tak nie. :P
Najfajniej było w weekend. Może muzyka na koncertach nie była zbyt ambitna, ale do skakania, tańczenia i śpiewana w sam raz. W sobotę wystąpił zespół Casanova, który śpiewał wszystkie "przeboje" disco-polo począwszy od "My jesteśmy krasnoludki" do "Jesteś szalona" i Buenos Ares, z wokalistką ubraną a'la Doda. A na koniec oczywiście fajerwerki :))
W niedzielę była Natalia Karpa i D-BOMB, którego koncert najbardziej mi się podobał. Zwłaszcza, że stałam prawie pod samą sceną, gdzie ścisk, pisk i dym :)) Było jeszcze lepiej niż w tamtym roku na Toplesie. A po występach był pokaz laserów przy piosenkach Nelly Furtado.
A więc działo się, działo ^^
